Dzień był piękny. Wszyscy
leżeli na trawie, albo pływali. Gdy Tomás kupił bilety, ja i Francesca
wybrałyśmy miejsce. Niedaleko basenu, naprzeciwko barku. Nie zamierzałam nic
kupować. Śmierdziało starym tłuszczem. Z Cami rozłożyłyśmy koc. Maxi od razu
poszedł do wody. Zdjęłam sukienkę i położyłam się koło dziewczyn. Miałam dwuczęściowy strój w motyw kwiatowy.
- Masz krem z filtrem? - zapytałam Fran.
- Tak jest w torbie - wzięłam ją i
poszukałam olejek. Posmarowałam się cała. Podłożyłam sobie pod głowę ręcznik i
położyłam się. Założyłam okulary przeciwsłoneczne. Rozglądałam się dookoła.
Zobaczyłam małą dziewczynkę która bała się wejść do wody, bo była lodowata,
chłopaków, którzy wrzucali dziewczyny do basenu i tak dalej. Ujrzałam dwie dziewczyny
które opalały się na leżakach. Wyglądały na znajome, tylko że miały okulary
przeciwsłoneczne. Ale po chwili zorientowałam się kto to jest.
- Hej, Cami, czy to są Ludmiła i Naty? -
zapytałam się koleżance obok mnie.
- Chyba tak - pomachałyśmy im. Ludmi
odwróciła głowę i udawała że nic się nie stało. Natalia uśmiechnęła się i
energicznie wstała. Przeprowadziła krótką konwersacje z Ludmiłą jakby się pokłóciły.
Wzięła swoje rzeczy i przyszła do nas. Ludmi patrzyła tylko na nią jak na zjawę. Przywitałyśmy się i rozłożyła swój leżak. Zapytała się:
- Jest z wami Maxi?
- A co? - zapytała wszystko wiedząca Fran.
- Nic, tylko...
- Nie masz żadnej wymówki. Gadaj!
- Już przestań - zaprzeczyłam - to normalne
że dziewczynie podoba się chłopak, zupełnie nie osiągalny i różniący się od niej.
Oprócz jednej zalety...
-
Jakiej?
- Maxi zwierzał się Tomásowi, że on się w
tobie zakochał... - Naty zrobiła duże oczy, a dziewczyny tylko się śmiały.
- To i tak by nie wypaliło - odezwała się w
końcu dziewczyna.
- Oj przestań! Kochasz go? - zapytała Camila.
- Chyba tak...
- No. Masz odpowiedź!
- Ale to nie taki proste, na przykład, ty i
Tomás - zwróciła się do mnie - od pierwszego dnia w studio coś pomiędzy wami
zaiskrzyło. Czuć miłość na kilometr!
- Oj przestań - zaprzeczyłam - potem był
jeszcze Leòn... Ych! To inna bajka!
- Wszystkie dziewczyny w studio marzą o
takim chłopaku jak Leòn czy Tomás. Masz szczęście bo oni są zadufani obaj w
tobie!
- Ale ja jestem zadufana w jednym, i jest
nim Tomás! - na te słowa walnęłam pięścią w ziemie. Widziałam minę Francesci.
Nie była zadowolona, w końcu kiedyś ona była w nim zakochana - musisz mu to
powiedzieć.
- Nie dam rady! On powinien zrobić pierwszy
krok, w końcu ja też mu się podobam.
- Wiesz co - zaproponowała Francesca - zrób
jak uważasz.
- Dzięki dziewczyny - powiedziała Naty -
pomogłyście mi. Na prawdę.
- A co z Ludmiłą? - zapytała Cami.
- Praktycznie nic, zakończyłam z nią
rozdział. Ale jak nie ma teraz Leny, to nie mam z kim się przyjaźnić...
- Natalia, wiesz przecież że my jesteśmy
twoimi przyjaciółkami - powiedziałam - zawsze możesz na nas liczyć.
- Dzięki. Kocham was! - nagle ktoś z tyłu wziął mnie na ręce i powiedział:
- A ja ją! - to był Tomás. A kto inny?!
Oczywiście, krzyczałam żeby mnie pościł. Ale na nic. Poszedł ze mną na duży
basen. Cały czas się śmiał. Stanęliśmy nad brzegiem. Po chwili cofnął się trochę.
No i oczywiście musiał ze mną skoczyć, bo jak inaczej! Byłam chwile pod wodą,
potem się wynurzyłam. Szukałam Tomása w tym całym tłumie. Czekał na mnie przy
brzegu. Też mnie szukał. Umiałam pływać ale miałam grunt. Podpłynął do mnie i
przytulił. Pocałował lekko niczym muśniecie piórka. Tą romantyczną chwile
przerwały Camila i Francesca. Wskoczyły do wody akurat w nas. Zaczęliśmy się z
Tomásem śmiać, gdy dziewczyny zaczęły jęczeć, jak poczuły jak jest zimna woda.
Chciałyśmy namówić Naty żeby też weszła. Niestety usiadła na brzegu i moczyła
nogi. Koło niej usiadł Maximo.
- Nie będziemy im przeszkadzać - powiedziała
Fran. I zaczęliśmy się bawić. Rzucaliśmy sobie piłkę, graliśmy w siatkówkę i...
No po prostu zabawa na maxa!!! W chwili przerwy zobaczyłam jak tam nasze
gołąbeczki. Właśnie się całowali! Dlaczego akurat ja wyczuwam takie momenty?
- Cami - akurat stała koło mnie - zobacz -
pokazałam na nich.
- Nie wieże. Fran!
- Co?
- Zobacz! - dziewczyna zrobiła duże oczy i
powiedziała:
- Teraz to na pewno nie będziemy im
przeszkadzać - zaśmiałam się.
- Dziewczyny, może już wyjdziemy -
zaproponowałam - poproszę Tomása żeby kupił lody. Na mój koszt.
- Dobra, to chodźmy - wyszłyśmy przez drabinkę.
Wyciągnęłam ręcznik z torby i usiadłam na kocu. Przyszedł Tomás. Wyglądał na
zdenerwowanego. Zapytał:
- Gdzie poszłyście?!
- Spokojnie, jesteśmy. Idź lepiej kup lody.
Masz - odpowiedziałam mu. Dam kilka peso i poszedł.
- Ale heca - powiedziała Camila - przed
chwilą mówiła że do siebie nie pasują, a teraz się całują. Nie rozumiem Natalii.
- A kto za nią nadąży - dopowiedziała Fran -
dziewczyna jest... Brakuje mi słowa. Nie da się tego opisać.
- Co miłość może zrobić z ludźmi - podsumowałam
- o idzie Tomás.
- Macie, wybierzcie - powiedział. Wzięłam truskawkowego.
Mój ulubiony owoc. Tomás usiadł koło mnie i chwyciliśmy się z rękę. Uwielbia
jak się uśmiecha. Czas leciał szybko. W końcu przyszli Naty i Maxi. Oczywiście
trzymali się za ręce. Słodki widok. Siedzieliśmy na tym kocu do 16:00. Cami
musiała popracować jeszcze w studio, a Fran pomóc bratu w zakupach do Resto
Band. Nasze dwa gołąbeczki poszły jeszcze na miasto. A Tomás i ja poszliśmy do
mnie. Pojechaliśmy jego motorem. Kocham czuć wiatr we włosach. Na miejscu byliśmy
w jakieś 20 minut. Gdy weszliśmy do domu na kanapie siedzieli Jade i tata.
Nawet nie zauważyli ze przyszliśmy. Poszliśmy do mojego pokoju. Rzuciłam gdzieś
w kąt torbę. Usiedliśmy y na łóżko i zaczęliśmy się całować. Na początku
spokojnie, później coraz namiętniej. Dotykał moich włosów policzków i ogólnie
wszędzie. Ja też nie zgrywałam niewiniątka. Całkowicie dałam się ponieść
emocjom. Nie było pomiędzy nami żadnej odległości. Chwile później leżeliśmy.
Nie doszło do niczego poważnego. Po prostu całowaliśmy się, ale jak. Tomás nie
miał żadnych granic. To w nim się kochałam. Poświecił by dla mnie wszystko. Tą
cudowną chwile popsuła Olga. Zawołała na obiad. Z niechęciom zeszliśmy na dół.
Czekali już tam tata, Jade, Angi i Matias. Usiedliśmy koło siebie. Było
spaghetti z parmezanem. Pychota! Tata zaczął rozmowę:
- Jak tam na zajęciach?
- Dobrze - odpowiedziałam - Pablo wrócił do
studia.
- Świetnie, a jak spisuje się Gregorio?
- Nic nie mów. Mamy 2 razy więcej roboty.
Nawet nie ma czasu na kichnięcie!
- To prawda - odezwał się Tomás - Ostatnio
musiałem zostać do 20:00 w studiu. Strasznie się na mnie uparł.
- Powinniście to zgłosić Antonio.
- Myślisz że nie próbowaliśmy? - wtargnęła
się Angi - my też mamy go już dosyć. Bèto nie wytrzymuje!
-
Antonio nie może nic zrobić? Naprawdę?
- Próbowaliśmy wszystkiego - odpowiedziałam
- musimy jakoś wytrzymać...
- No, to macie problem - podsumował tata.
Obiad do końca trwał w milczeniu. Gdy w
końcu się skończył, poszliśmy na górę. Stanęliśmy przed drzwiami pokoju mojej
mamy. Tomás dziwnie się spojrzał i zapytał:
- Tu jeszcze nie byłem. Gdzie jesteśmy?
- To moja niespodzianka - chwyciłam go za rękę i otworzyłam drzwi. Weszliśmy po czterech stopniach na góre. Wszędzie były
porozwalane spódniczki, paski, buty, po prostu wszystko. Na środku był wielki
fortepian. Obok kremowa sofa. Szafa była otwarta na oścież. Tomás dziwnie się
na mnie spojrzał.
- Co to za miejsce? - zapytał.
- To był pokój mojej mamy, teraz moja
garderoba. Przychodzę tutaj jak mam doła lub muszę coś przemyśleć. A jak
roznosi mnie energia, zaczynam tańczyć, śpiewać, a nawet przebieram się -
uśmiechnął się i zapytał:
- Mogę? - pokazał na pianino.
- Od śmierci mamy nikt tu nie wchodził, co
dopiero grał.
- To nie będę...
- Nie, nie. Proszę - usiadł na stołku,
chwile pomyślał i zaczął grać jego piosenkę. Usiadłam koło niego i wsłuchałam się
w jego anielski głos. Zaczęłam śpiewać razem z nim. Fajny duet z tego wyszedł.
Gdy już skończył, chwycił za ręce, po czym pogłaskał mnie po policzku.
Siedziałam tak zatopiona w jego zielonych oczach. Najpierw musną lekko moje
usta, potem namiętniej. Oparłam ręce na jego szyi, on swoje na mojej tali.
Zaśmialiśmy się, sama nie wiem z czego. Spojrzał na
zegar który wisiał na
ścianie.
- Muszę już iść - powiedział - będziesz
jutro w studio?
- Tak.
- Będę czekał w Resto, OK?
- Dobrze... - spuściłam wzrok na ziemie.
- Hej, słonko. Jutro znowu będziemy się
widzieć.
- Tyle czasu, co będę robić?
- Później napisze do ciebie. Obiecuje -
pocałował mnie na pożegnanie. Dał z siebie wszystko. Od tej strony go jeszcze
nie znałam. Po dłuuuuuuuugiej chwili przestał. Z niechęcią wstaliśmy i
zeszliśmy na dół. Na pożegnanie dał mi małego całusa w czoło i wyszedł. Szybko
pobiegłam do mojego pokoju, żeby zobaczyć jeszcze Tomása jak odjeżdża...
Przez cały wieczór nie mogłam zapomnieć o dzisiejszym dniu. I ten jego głos! Kocham go. Nawet jeśli kiedyś nie będziemy
parą i tak zawsze będę pamiętać jego i jego piosenki. Każdą jaką napisze jest
dla mnie, o mnie lub o nas. On nie jest tylko moim chłopakiem, jest kimś naprawdę ważnym w moim życiu. A Leòn? Nic już do niego nie czuje. Jest starym
zamazanym wspomnieniem. Nawet nie mam ochoty się z nim przyjaźnić...
Moje rozmyślenia przerwał telefon.
Sprawdziłam co to. Sms od Tomása. Jednak dotrzymuje obietnic. Napisał: ''Tęsknie
za tobą. Dobranoc mój kwiatuszku:-* ''.
Wczytałam się w tą wiadomość tak, że wiedziałam położenie każdej literki.
Ubrałam się szybko w piżame i położyłam się z telefonem pod poduszką spać.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
No jest już pierwszy wpis. Nie wiem kiedy będzie następny, ponieważ nie wiem kiedy będę miała internet. Postaram się jak najszybciej. Błagam o chociaż jeden komentarz :))
