czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 2



                                                        Dominika

            Jak weszliśmy do domu już w progu przytuliła mnie Olga i krzyczała:
  - Moja mała! Ale ty wyrosłaś! Zrobiłam wasze ulubione ciasto czekoladowe! – i to nie był koniec przytulania. Nagle przybiegła jakaś kobieta w krótkich czarnych włosach i zaczęła mnie dusić!
  - Pomocy, tato! – starałam się wydusić jakieś słowo.
  - Jade, może już wystarczy.
  - Oj, przepraszam. Jestem taka szczęśliwa – chwyciła mnie za ręce – będziemy chodzić na zakupy, do Spa i… - ciągnęła dalej tą swoją paplanine, a ja nadal nie wiedziała kto to jest.
  - Przepraszam że przerwę – wtrąciłam – a ty to kto?
  - Jestem narzeczoną Germana, twojego taty.
  - Aaaaa. Violetta opowiadała mi o tobie. Jade – natarczywa, wstrętna…
  - No dobrze – przerwała mi Viola - to może choć do mnie mam ci tyle do opowiedzenia. – tata dziwnie popatrzył na Angi. Nie wiem, czy ta cała Jade udaje że jest taka głupia? Chyba nie…


                                                           Violetta
            Weszłyśmy do mojego pokoju i dosłownie rzuciłam na łóżko Dominikę. Była troszkę przerażona. Chciałam jej zaśpiewać. Włączyłam radio i zaczęłam śpiewać moją piosenkę. Siora wsłuchała się strasznie, śmiała się. Dawno nie widziałam jej tak uśmiechniętej.
  - Violetta! – krzyknęła – dlaczego dopiero teraz zaczęłaś śpiewać?
  - Nie wiem, to pewnie Angi. Ona namówiła mnie żebym uczyła się w studio.
  - Coś was łączy. Kim ona jest dla ciebie?
  - Czasami mam wrażenie, że ona jest kimś więcej niż tylko opiekunką.
  - Może mi jeszcze powiesz, że ciebie też tak przywitała jak przyjechałaś?
  - Wiesz że tak?
  - Dziwne… - dostałam sms –o no i masz okazje poznać Tomasa.
  - Na prawdę?
  - Za chwile tu przyjedzie. Nie mogę się doczekać.
  - A propos. Są w tym studio jacyś przystojniacy?
  - Tylko o tym myślisz. A ja myślałam że to ty będziesz mieć pierwsza chłopaka.
  - No widzisz, no to jak?
  - Dobra, jest… Broduey. Kiedyś mnie podrywał ale ja się nie dałam. Andres… Nawet, ale strasznie głupi – zaśmiała się – Maxi, ale na niego nie możesz liczyć, ma już kogoś – trochę trudno było mi to powiedzieć – Jest jeszcze Le… - i właśnie ktoś zapukał do drzwi. Tomas. Wstałam i otworzyłam drzwi. Przytulił jak nigdy. Nie wiem co go napadło. Spojrzałam na Dominikę. Wyglądała na speszoną.
  - Domi – Tomas, Tomas – Domi – przestawiłam ich sobie.
  - Violetta mi dużo o tobie opowiadała – zaczął Tomas – bardzo dużo.
  - Miło że ktoś o mnie słyszał…
  - Ktoś? Całe studio wie o twoich problemach w dzieciństwie…
  - Co? Violetta!!!
  - Wiesz że… - szybka zmiana tematu – Domi będzie nas uczyła tańczyć – patrzyła na mnie ze złością.
  - No tak, przecież ty tańczysz zawodowo, nie?
  - Tak, ale chyba długo nie pociągnę…
  - Dlaczego?
  - Nie uczyłam jeszcze w takiej szkole. Takiej szkole – szkole.
  - Tak po prawdzie to nie jest prawdziwa szkoła. Mogę ją na chwile porwać? – pokazał na mnie.
  - Jeśli nie ma nic przeciwko. I tak chciałam się w końcu rozpakować i ogarnąć pokój.
  - Świetnie, od rana się nie widzieliśmy – odezwałam się – może pójdziemy do Resto?
  - Choć.
  - Poradzisz sobie?
  - Pewnie, chyba mój pokój się jeszcze nie zmienił?
  - Kocham cię – przytuliłam się do niej i zeszłam z Tomasem na dół.


                                                           Dominika

            Ale z nich ładna para! Poszłam do swojego pokoju. Od kilku dobrych lat nie wchodziłam przez te drzwi. Niesamowite uczucie! Nic się nie zmieniło, moje łóżko nadal było na podwyższeniu. Wszędzie było pełno moich starych zdjęć, i z Violcią i z mamą… Strasznie mi jej brakuje, nie mam nikogo prócz Violetty. Przypomniało mi się że jeszcze w NY kupiłam notatnik. Był cały w kwiaty i miałam zamiar w nim rysować. Nawet ładnie mi to wychodzi. Według Violetty jestem w tym najlepsza. Ale i tak nie dorównuje w niczym do tych najbardziej znanych malarzy. Nie miałam za dużo bagaży, więc szybko ogarnęłam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i zeszłam na dół.
            W kuchni czekała Olga i rozmawiała z tą całą Angi. Rozmowa miała motyw Jade. Strasznie na nią naciskały.
  - Hej dziewczyny – przywitałam się.
  - O, Dominika rozpakowałaś się złotko? – zapytała się moja kochana Olgita.
  - Tak. Nie miałam za dużo bagaży.
  - A Violetta? – widać było że Angi się o nią martwi.
  - Poszła z Tomasem, tym jej chłopakiem.
  - Aha, a może jesteś głodna po tej całej podróży?
  - Nie, ale chętnie zjem kawałek tego tortu – Ola podskoczyła i podśpiewując po nosem podeszła do lodówki i wyciągnęła słodycz. Ukroiła kawałek i podała mi go. Wzięłam pierwszego gryza i jak zwykle tort był niesamowity. W tej chwili do pomieszczenia wszedł ojciec. Widać było że nie przejął się mną za bardzo. Znowu się zaczyna to co jest zwykle między mną, a tatą.
   Po śmierci mamy, tata załamał się. Zaczął tylko zajmować się Violettą. Przez ten cały czas musiałam radzić sobie sama, czasami pomagała mi Olga. Tylko Violi kupował wszystko co chciała: lalki, sukienki itp. Mam wrażenie że kocha tylko ją, a ja dla niego się nie liczę. Dlatego mam tylko Violettę. I chcę mieć jeszcze kogoś, kto da mi miłość, jakiej nie dostałam od ojca.
            Wzięłam talerz i wyszłam z kuchni. Angi poszła za mną i usiadła ze mną na kanapie. Ja znowu wzięłam kęsa.
  - Co się stało? – zapytała blond włosa kobieta.
  - Nie zrozumiesz tego. Chyba mogę mówić do ciebie na ty?
  - Tak oczywiście, w końcu jesteś moją…
  - Czym jestem?
  - Nie ważne.. Co? Olga mnie woła, muszę iść… - ta blondyna coś kręci. No nic, dokończyłam tort i poszłam na górę. Gdy się kąpałam słyszałam jak wróciła Violetta. Poszłam do swojego pokoju, siora już tam czekała. Usiadłam na łóżko i rozmawiałyśmy chyba do północy. Potem razem zasnęłyśmy, w końcu jurto miałam zacząć nową pracę…

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Błagam komentujcie jak przeczytacie. Dzięki :)

Rozdział 1



            Moja starsza siostra Dominika. Ach, od małej dziewczynki tańczyła. Jest w tym niepokonana. Miała własną szkołę w Nowym Yorku. Musiała ją zamknąć, żeby przyjechać do nas, do Buenos Aires. Kocha tańczyć, to jej pasja. Chociaż jesteśmy siostrami, mamy dwa różne style, Domi jest bardziej skejtówą. Nigdy jeszcze nie miała chłopaka. Chyba że o czymś mi nie powiedziała. Tak praktycznie jest ode mnie starsza o rok. Nie za wielka różnica. Kocham ją.


            Violetta, Gérman i Angi czekali na lotnisku za Dominiką. Wszyscy byli zdenerwowani. Atmosfera w powietrzu była napięta. Nikt od ponad roku nie widział siostry Violi.
  - No gdzie ona jest?! - burzy się Violetta - Jej samolot już dawno wylądował, a jej nadal nie ma!
  - Spokojnie. Na pewno są jakieś trudności. Wiesz jak jest na lotnisku.
  - A co mam nie wiedzieć? Martwię się o nią, w końcu to moja siostra i od ponad roku jej nie widziałam.
  - A tak właściwie dlaczego Dominika nie pojechała z wami? – wtargnęła Angi.
  - Mówiłam ci że ona tańczy… To znaczy zawodowo, no i trafił się jej jakiś film, musical. Musiała zostać, nie mogła zepsuć takiej okazji – oznajmił German.
  - JEST!!!! – krzyknęła podniecona Violetta.


                                                           Dominika

  Nareszcie zobaczę Violettę, tatę i tą jego nową narzeczoną, ciekawe jaka ona jest?... Violcia mówiła mi, że nie może na nią patrzeć. Sama nie wiem. W ręce miałam torbę. Za mną szedł Ramallo z walizką. W końcu zobaczyłam moją siostrę. Tak dawno jej nie widziałam. Podbiegła do mnie i przytuliła się. O mało co nie zdusiłam jej. Położyłam bagaż na ziemie i jeszcze raz się przytuliłam. Po chwili przytuliłam się do taty. Nie mogłam z siebie wydusić ani jednego słowa. Tylko piszczałam ze szczęścia.
  - Moja córusia – powiedział tata – ale ty się zmieniłaś. Ścięłaś włosy.
  - Matko jak ja was kocham! – w końcu coś z siebie wydusiłam – Violetta, jesteś zupełnie inna.
  - Dominika! – krzyknęła kobieta w blond włosach. Po chwili przytuliła się do mnie.
  - Angi! Przestań, co ty robisz? – zapytał się tata.
  - Przepraszam, po prostu jak tak dawno cię nie widziałam…
  - To pani już mnie kiedyś widziała? – zdziwiłam się.
  - Cieszę się i jeszcze raz przepraszam – po długiej chwili. To było dziwne.
  - Tato, po co kazałeś przyjechać Ramallo. Sama bym sobie poradziła.
  - Wiem ale martwię się o ciebie. W końcu jesteś moją córką.
  - Lepiej chodźmy do domu. Nie będziemy rozmawiać na lotnisku – wtrącił się Ramallo – Jade i Olga czekają na ciebie w domu.
  - Kto to Jade? – zapytałam.
  - To ,, narzeczona’’ taty – powiedziała Violetta i zrobiła ten gest z apostrofem.
  - No, dobra to jedziemy – oświadczyła Angi.


                                                           Violetta
Gdy wsiedliśmy do samochodu zaczęłam opowiadać:
  - Nie mogę się doczekać kiedy poznasz Tomasa i …
  - Violetta, jakiego Tomasa? – zapytała Domi przerywając mi.
  - To mój chłopak.
  - No normalnie cię nie poznaję. Naprawdę?
  - Siedzi w domu całymi dniami – wtrącił się tata.
  - Oj nie przesadzaj. A ty kogoś masz?
  - Nie…
  - Na pewno kogoś sobie znajdziesz w Buenos Aires. Zakochasz się w tym mieście. Pokaże ci wszystko. Francesce – moja przyjaciółka, Studio i w ogóle…
  - Czekaj… Studio 21?
  - Tak, ale skąd je znasz?
  - Mam tam uczyć tańca.
  - Ja się tam uczę.
  - Dziwne, Antonio nic nam nie mówił – powiedziała Angi.
  - Antonio? Ty też tam pracujesz?
  - Tak.
  - A tak w ogóle to kto ty jesteś?
  - Jestem guwernantką Violetty i opiekunką.
  - Co za zbieg okoliczności. A co z Gregoriem? – zapytałam.
  - Pewnie go zwolnili, a dyrektorem został Pablo.
  - Violetta, uczysz się muzyki? Śpiewasz? – zdziwiła się Domi.
  - Tak i jak tylko przyjedziemy do domu to muszę ci coś zaśpiewać.
  - Cieszę się, że będę mogła cię w końcu nauczyć tańczyć.
  - Ale ja umiem tańczyć!
  - No dobra, powiedzmy.
            Przez resztę drogi rozmawiałyśmy o jej filmie, o Studio i tak dalej. Kocham ją, jest niesamowita.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

I jak wam się podoba? Piszcie w komentarzach:)

Prolog 2/2



     Obudził mnie budzik. O siódmej. Na ósmą miałam pierwsze zajęcia taneczne. Wyszłam wcześniej. Musiałam jeszcze popracować nad piosenką dla Kami. Poprosiła mnie żebym poprawiła błędy, sama ją napisała.
   Usiadłam na ławce w parku przed studiem. Wyciągnęłam potrzebne rzeczy. I zaczęłam przepisywać. Piosenka opowiadała o największej przyjaźni jaka istniała na ziemi. " Nasza dwójka''. Po pół godzinie pracy zrobiłam się głodna. Poszukałam w torbie jabłko, które wzięłam z domu. Wzięłam pierwszego gryza. Trzymałam owoc koło mojej głowy, żeby mi nie przeszkadzało. Nagle ktoś też je ugryzł. Odwróciłam głowę.
   - Tomas - krzyknęłam - co ty tu tak wcześnie robisz?
   - Czekam na ciebie... A tak właściwie ja powinienem się zapytać.
   - Ma do zrobienia kilka rzeczy... A tak w ogóle to nie mam ochoty przebywać w domu. Tata z Jade ciągle się kłócą, cały czas tylko krzyki, krzyki i jeszcze raz krzyki.
   - A Angi?
   - Angi jest dla taty tylko moją opiekunką. Nic do niej nie czuje.
   - Oni chyba kiedyś byli parą, nie?
   - Sama nie wiem. Ona podobno cały czas jest z Pablo. Z resztą, nie interesuje się tym. Ale i tak wolałabym żeby tata był z Angi.
   - Dlaczego, skoro nie chcesz o tym słyszeć?
   - Angi przypomina mi mamę. Jest do niej podobna, czuje jakby była moją... Ciocią.
   - Ach...
   - Co?
   - Nic... Choć, bo spóźnimy się.
   - Masz rację – wstaliśmy i udaliśmy się do studia. Kocham to miejsce. Tylko jak postawi się pierwszy krok za progiem, czuje się taką energię. Tomas pocałował mnie w czoło i poszedł do Sali od muzyki. Asystent Beto. Musiałam się jeszcze przebrać. Miałam zajęcia ze wkurzającym Gregorio. Musiałam jakoś to przetrwać.
    Nie było tak źle jak myślałam. Chyba miał dzisiaj dobry dzień. Ale żeby chociaż te jego ruchy były normalne. To co on każe nam tańczyć jest po prostu banalne. Pies Leóna lepiej tańczy. Masakra! Mam nadzieje że niedługo zmienią dyrektora i nauczyciela tańca. Poszłam się przebrać do szatni. Francesca poczekała na mnie przed studio. Umówiłyśmy się na pączki do Resto Band. Wyszłam przed budynek, nie było jej. Usiadłam na ławce w oczekiwaniu na Fran. Nagle przyszedł do mnie sms od taty o treści ‘’ Natychmiast przyjdź do domu’’. Przestraszyłam się trochę. Co się mogło stać? Zobaczyłam wychodzącą ze studia Fran, była wściekła.
  - Fran muszę iść. Możemy to przełożyć na jutro?
  - Pewnie mną się nie przejmuj!
  - Co się stało?
  - Wyobraź sobie że Cami i Broduey są razem.
  - Powinnaś się cieszyć, to przecież twoja i z resztą moja przyjaciółka.
  - Wiem ale jestem zazdrosna. Dlaczego ona może sobie kogoś znaleźć, a ja nie?
  - Ty jesteś taka piękna, że faceci boją się nawet do ciebie podejść – uśmiechnęła się – nie smuć się. Na pewno już nie długo ktoś się w tobie zakocha. Dobra ale teraz naprawdę musze lecieć.
  - Dzięki za pocieszenie jesteś prawdziwą przyjaciółką.
  - Cześć! – wstałam wręcz wystrzeliłam jak z armaty. Czasami tata może być na prawdę wściekły. Szczególnie jak go nie słucham. Zaczęłam biec i nagle pomyślałam o Tomasie. Na pewno się martwi. W oddali zobaczyłam dom. Wbiegłam zadyszana do biura. Tata siedział tam ze stoickim spokojem. Ja na odwrót.
  - Co było takie ważne żebym musiała się tak stresować? – zapytałam.
  - Spokojnie nie chciałem żebyś się tak przestraszyła.
  - To o co w końcu chodzi?
  - Mam dla ciebie dobrą wiadomość. Dominika przyjeżdża.
    Nie mogłam uwierzyć w te słowa. Moja starsza siostra ma w końcu do nas przyjechać! 


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

No to koniec z prologiem. Jak myślicie co będzie z nową Dominiką? Piszcie w komentarzach. Proszę :)

poniedziałek, 3 marca 2014

Prolog 1/2



Dzień był piękny. Wszyscy leżeli na trawie, albo pływali. Gdy Tomás kupił bilety, ja i Francesca wybrałyśmy miejsce. Niedaleko basenu, naprzeciwko barku. Nie zamierzałam nic kupować. Śmierdziało starym tłuszczem. Z Cami rozłożyłyśmy koc. Maxi od razu poszedł do wody. Zdjęłam sukienkę i położyłam się koło dziewczyn. Miałam dwuczęściowy strój w motyw kwiatowy.
   - Masz krem z filtrem? - zapytałam Fran.
   - Tak jest w torbie - wzięłam ją i poszukałam olejek. Posmarowałam się cała. Podłożyłam sobie pod głowę ręcznik i położyłam się. Założyłam okulary przeciwsłoneczne. Rozglądałam się dookoła. Zobaczyłam małą dziewczynkę która bała się wejść do wody, bo była lodowata, chłopaków, którzy wrzucali dziewczyny do basenu i tak dalej. Ujrzałam dwie dziewczyny które opalały się na leżakach. Wyglądały na znajome, tylko że miały okulary przeciwsłoneczne. Ale po chwili zorientowałam się kto to jest.
   - Hej, Cami, czy to są Ludmiła i Naty? - zapytałam się koleżance obok mnie.
   - Chyba tak - pomachałyśmy im. Ludmi odwróciła głowę i udawała że nic się nie stało. Natalia uśmiechnęła się i energicznie wstała. Przeprowadziła krótką konwersacje z Ludmiłą jakby się pokłóciły. Wzięła swoje rzeczy i przyszła do nas. Ludmi patrzyła tylko na nią jak na zjawę. Przywitałyśmy się i rozłożyła swój leżak. Zapytała się:
   - Jest z wami Maxi?
   - A co? - zapytała wszystko wiedząca Fran.
   - Nic, tylko...
   - Nie masz żadnej wymówki. Gadaj!
   - Już przestań - zaprzeczyłam - to normalne że dziewczynie podoba się chłopak, zupełnie nie osiągalny i różniący się od niej. Oprócz jednej zalety...
   - Jakiej?
   - Maxi zwierzał się Tomásowi, że on się w tobie zakochał... - Naty zrobiła duże oczy, a dziewczyny tylko się śmiały.
   - To i tak by nie wypaliło - odezwała się w końcu dziewczyna.
   - Oj przestań! Kochasz go? - zapytała Camila.
   - Chyba tak...
   - No. Masz odpowiedź!
   - Ale to nie taki proste, na przykład, ty i Tomás - zwróciła się do mnie - od pierwszego dnia w studio coś pomiędzy wami zaiskrzyło. Czuć miłość na kilometr!
   - Oj przestań - zaprzeczyłam - potem był jeszcze Leòn... Ych! To inna bajka!
   - Wszystkie dziewczyny w studio marzą o takim chłopaku jak Leòn czy Tomás. Masz szczęście bo oni są zadufani obaj w tobie!
   - Ale ja jestem zadufana w jednym, i jest nim Tomás! - na te słowa walnęłam pięścią w ziemie. Widziałam minę Francesci. Nie była zadowolona, w końcu kiedyś ona była w nim zakochana - musisz mu to powiedzieć.
   - Nie dam rady! On powinien zrobić pierwszy krok, w końcu ja też mu się podobam.
   - Wiesz co - zaproponowała Francesca - zrób jak uważasz.
   - Dzięki dziewczyny - powiedziała Naty - pomogłyście mi. Na prawdę.
   - A co z Ludmiłą? - zapytała Cami.
   - Praktycznie nic, zakończyłam z nią rozdział. Ale jak nie ma teraz Leny, to nie mam z kim się przyjaźnić...
   - Natalia, wiesz przecież że my jesteśmy twoimi przyjaciółkami - powiedziałam - zawsze możesz na nas liczyć.
   - Dzięki. Kocham was! - nagle ktoś z tyłu wziął mnie na ręce i powiedział:
   - A ja ją! - to był Tomás. A kto inny?! Oczywiście, krzyczałam żeby mnie pościł. Ale na nic. Poszedł ze mną na duży basen. Cały czas się śmiał. Stanęliśmy nad brzegiem. Po chwili cofnął się trochę. No i oczywiście musiał ze mną skoczyć, bo jak inaczej! Byłam chwile pod wodą, potem się wynurzyłam. Szukałam Tomása w tym całym tłumie. Czekał na mnie przy brzegu. Też mnie szukał. Umiałam pływać ale miałam grunt. Podpłynął do mnie i przytulił. Pocałował lekko niczym muśniecie piórka. Tą romantyczną chwile przerwały Camila i Francesca. Wskoczyły do wody akurat w nas. Zaczęliśmy się z Tomásem śmiać, gdy dziewczyny zaczęły jęczeć, jak poczuły jak jest zimna woda. Chciałyśmy namówić Naty żeby też weszła. Niestety usiadła na brzegu i moczyła nogi. Koło niej usiadł Maximo.
   - Nie będziemy im przeszkadzać - powiedziała Fran. I zaczęliśmy się bawić. Rzucaliśmy sobie piłkę, graliśmy w siatkówkę i... No po prostu zabawa na maxa!!! W chwili przerwy zobaczyłam jak tam nasze gołąbeczki. Właśnie się całowali! Dlaczego akurat ja wyczuwam takie momenty?
   - Cami - akurat stała koło mnie - zobacz - pokazałam na nich.
   - Nie wieże. Fran!
   - Co?
   - Zobacz! - dziewczyna zrobiła duże oczy i powiedziała:
   - Teraz to na pewno nie będziemy im przeszkadzać - zaśmiałam się.
   - Dziewczyny, może już wyjdziemy - zaproponowałam - poproszę Tomása żeby kupił lody. Na mój koszt.
   - Dobra, to chodźmy - wyszłyśmy przez drabinkę. Wyciągnęłam ręcznik z torby i usiadłam na kocu. Przyszedł Tomás. Wyglądał na zdenerwowanego. Zapytał:
   - Gdzie poszłyście?!
   - Spokojnie, jesteśmy. Idź lepiej kup lody. Masz - odpowiedziałam mu. Dam kilka peso i poszedł.
   - Ale heca - powiedziała Camila - przed chwilą mówiła że do siebie nie pasują, a teraz się całują. Nie rozumiem Natalii.
   - A kto za nią nadąży - dopowiedziała Fran - dziewczyna jest... Brakuje mi słowa. Nie da się tego opisać.
   - Co miłość może zrobić z ludźmi - podsumowałam - o idzie Tomás.
   - Macie, wybierzcie - powiedział. Wzięłam truskawkowego. Mój ulubiony owoc. Tomás usiadł koło mnie i chwyciliśmy się z rękę. Uwielbia jak się uśmiecha. Czas leciał szybko. W końcu przyszli Naty i Maxi. Oczywiście trzymali się za ręce. Słodki widok. Siedzieliśmy na tym kocu do 16:00. Cami musiała popracować jeszcze w studio, a Fran pomóc bratu w zakupach do Resto Band. Nasze dwa gołąbeczki poszły jeszcze na miasto. A Tomás i ja poszliśmy do mnie. Pojechaliśmy jego motorem. Kocham czuć wiatr we włosach. Na miejscu byliśmy w jakieś 20 minut. Gdy weszliśmy do domu na kanapie siedzieli Jade i tata. Nawet nie zauważyli ze przyszliśmy. Poszliśmy do mojego pokoju. Rzuciłam gdzieś w kąt torbę. Usiedliśmy y na łóżko i zaczęliśmy się całować. Na początku spokojnie, później coraz namiętniej. Dotykał moich włosów policzków i ogólnie wszędzie. Ja też nie zgrywałam niewiniątka. Całkowicie dałam się ponieść emocjom. Nie było pomiędzy nami żadnej odległości. Chwile później leżeliśmy. Nie doszło do niczego poważnego. Po prostu całowaliśmy się, ale jak. Tomás nie miał żadnych granic. To w nim się kochałam. Poświecił by dla mnie wszystko. Tą cudowną chwile popsuła Olga. Zawołała na obiad. Z niechęciom zeszliśmy na dół. Czekali już tam tata, Jade, Angi i Matias. Usiedliśmy koło siebie. Było spaghetti z parmezanem. Pychota! Tata zaczął rozmowę:
   - Jak tam na zajęciach?
   - Dobrze - odpowiedziałam - Pablo wrócił do studia.
   - Świetnie, a jak spisuje się Gregorio?
   - Nic nie mów. Mamy 2 razy więcej roboty. Nawet nie ma czasu na kichnięcie!
   - To prawda - odezwał się Tomás - Ostatnio musiałem zostać do 20:00 w studiu. Strasznie się na mnie uparł.
   - Powinniście to zgłosić Antonio.
   - Myślisz że nie próbowaliśmy? - wtargnęła się Angi - my też mamy go już dosyć. Bèto nie wytrzymuje!
   - Antonio nie może nic zrobić? Naprawdę?
   - Próbowaliśmy wszystkiego - odpowiedziałam - musimy jakoś wytrzymać...
   - No, to macie problem - podsumował tata.
   Obiad do końca trwał w milczeniu. Gdy w końcu się skończył, poszliśmy na górę. Stanęliśmy przed drzwiami pokoju mojej mamy. Tomás dziwnie się spojrzał i zapytał:
   - Tu jeszcze nie byłem. Gdzie jesteśmy?
   - To moja niespodzianka - chwyciłam go za rękę i otworzyłam drzwi. Weszliśmy po czterech stopniach na góre. Wszędzie były porozwalane spódniczki, paski, buty, po prostu wszystko. Na środku był wielki fortepian. Obok kremowa sofa. Szafa była otwarta na oścież. Tomás dziwnie się na mnie spojrzał.
   - Co to za miejsce? - zapytał.
   - To był pokój mojej mamy, teraz moja garderoba. Przychodzę tutaj jak mam doła lub muszę coś przemyśleć. A jak roznosi mnie energia, zaczynam tańczyć, śpiewać, a nawet przebieram się - uśmiechnął się i zapytał:
   - Mogę? - pokazał na pianino.
   - Od śmierci mamy nikt tu nie wchodził, co dopiero grał.
   - To nie będę...
   - Nie, nie. Proszę - usiadł na stołku, chwile pomyślał i zaczął grać jego piosenkę. Usiadłam koło niego i wsłuchałam się w jego anielski głos. Zaczęłam śpiewać razem z nim. Fajny duet z tego wyszedł. Gdy już skończył, chwycił za ręce, po czym pogłaskał mnie po policzku. Siedziałam tak zatopiona w jego zielonych oczach. Najpierw musną lekko moje usta, potem namiętniej. Oparłam ręce na jego szyi, on swoje na mojej tali. Zaśmialiśmy się, sama nie wiem z czego. Spojrzał na
zegar który wisiał na ścianie.
   - Muszę już iść - powiedział - będziesz jutro w studio?
   - Tak.
   - Będę czekał w Resto, OK?
   - Dobrze... - spuściłam wzrok na ziemie.
   - Hej, słonko. Jutro znowu będziemy się widzieć.
   - Tyle czasu, co będę robić?
   - Później napisze do ciebie. Obiecuje - pocałował mnie na pożegnanie. Dał z siebie wszystko. Od tej strony go jeszcze nie znałam. Po dłuuuuuuuugiej chwili przestał. Z niechęcią wstaliśmy i zeszliśmy na dół. Na pożegnanie dał mi małego całusa w czoło i wyszedł. Szybko pobiegłam do mojego pokoju, żeby zobaczyć jeszcze Tomása jak odjeżdża...
   Przez cały wieczór nie mogłam zapomnieć o dzisiejszym dniu. I ten jego głos! Kocham go. Nawet jeśli kiedyś nie będziemy parą i tak zawsze będę pamiętać jego i jego piosenki. Każdą jaką napisze jest dla mnie, o mnie lub o nas. On nie jest tylko moim chłopakiem, jest kimś naprawdę ważnym w moim życiu. A Leòn? Nic już do niego nie czuje. Jest starym zamazanym wspomnieniem. Nawet nie mam ochoty się z nim przyjaźnić...
   Moje rozmyślenia przerwał telefon. Sprawdziłam co to. Sms od Tomása. Jednak dotrzymuje obietnic. Napisał: ''Tęsknie  za tobą. Dobranoc mój kwiatuszku:-* ''. Wczytałam się w tą wiadomość tak, że wiedziałam położenie każdej literki. Ubrałam się szybko w piżame i położyłam się z telefonem pod poduszką spać.



- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 
 
 No jest już pierwszy wpis. Nie wiem kiedy będzie następny, ponieważ nie wiem kiedy będę miała internet. Postaram się jak najszybciej. Błagam o chociaż jeden komentarz :))