Obudził mnie budzik. O siódmej.
Na ósmą miałam pierwsze zajęcia taneczne. Wyszłam wcześniej. Musiałam jeszcze
popracować nad piosenką dla Kami. Poprosiła mnie żebym poprawiła błędy, sama ją
napisała.
Usiadłam na ławce w parku przed studiem.
Wyciągnęłam potrzebne rzeczy. I zaczęłam przepisywać. Piosenka opowiadała o
największej przyjaźni jaka istniała na ziemi. " Nasza dwójka''. Po pół
godzinie pracy zrobiłam się głodna. Poszukałam w torbie jabłko, które wzięłam z
domu. Wzięłam pierwszego gryza. Trzymałam owoc koło mojej głowy, żeby mi nie
przeszkadzało. Nagle ktoś też je ugryzł. Odwróciłam głowę.
- Tomas - krzyknęłam - co ty tu tak wcześnie
robisz?
- Czekam na ciebie... A tak właściwie ja
powinienem się zapytać.
- Ma do zrobienia kilka rzeczy... A tak w ogóle
to nie mam ochoty przebywać w domu. Tata z Jade ciągle się kłócą, cały czas
tylko krzyki, krzyki i jeszcze raz krzyki.
- A Angi?
- Angi jest dla taty tylko moją opiekunką.
Nic do niej nie czuje.
- Oni chyba kiedyś byli parą, nie?
- Sama
nie wiem. Ona podobno cały czas jest z Pablo. Z resztą, nie interesuje się tym.
Ale i tak wolałabym żeby tata był z Angi.
- Dlaczego, skoro nie chcesz o tym słyszeć?
- Angi
przypomina mi mamę. Jest do niej podobna, czuje jakby była moją... Ciocią.
- Ach...
- Co?
- Nic... Choć, bo spóźnimy się.
- Masz rację – wstaliśmy i udaliśmy się do
studia. Kocham to miejsce. Tylko jak postawi się pierwszy krok za progiem,
czuje się taką energię. Tomas pocałował mnie w czoło i poszedł do Sali od
muzyki. Asystent Beto. Musiałam się jeszcze przebrać. Miałam zajęcia ze
wkurzającym Gregorio. Musiałam jakoś to przetrwać.
Nie było tak źle jak myślałam. Chyba miał
dzisiaj dobry dzień. Ale żeby chociaż te jego ruchy były normalne. To co on
każe nam tańczyć jest po prostu banalne. Pies Leóna lepiej tańczy. Masakra! Mam
nadzieje że niedługo zmienią dyrektora i nauczyciela tańca. Poszłam się
przebrać do szatni. Francesca poczekała na mnie przed studio. Umówiłyśmy się na
pączki do Resto Band. Wyszłam przed budynek, nie było jej. Usiadłam na ławce w
oczekiwaniu na Fran. Nagle przyszedł do mnie sms od taty o treści ‘’
Natychmiast przyjdź do domu’’. Przestraszyłam się trochę. Co się mogło stać?
Zobaczyłam wychodzącą ze studia Fran, była wściekła.
- Fran muszę iść. Możemy to przełożyć na
jutro?
- Pewnie mną się nie przejmuj!
- Co się stało?
- Wyobraź sobie że Cami i Broduey są razem.
- Powinnaś się cieszyć, to przecież twoja i z
resztą moja przyjaciółka.
- Wiem ale jestem zazdrosna. Dlaczego ona
może sobie kogoś znaleźć, a ja nie?
- Ty jesteś taka piękna, że faceci boją się
nawet do ciebie podejść – uśmiechnęła się – nie smuć się. Na pewno już nie
długo ktoś się w tobie zakocha. Dobra ale teraz naprawdę musze lecieć.
- Dzięki za pocieszenie jesteś prawdziwą
przyjaciółką.
- Cześć! – wstałam wręcz wystrzeliłam jak z
armaty. Czasami tata może być na prawdę wściekły. Szczególnie jak go nie
słucham. Zaczęłam biec i nagle pomyślałam o Tomasie. Na pewno się martwi. W
oddali zobaczyłam dom. Wbiegłam zadyszana do biura. Tata siedział tam ze
stoickim spokojem. Ja na odwrót.
- Co było takie ważne żebym musiała się tak
stresować? – zapytałam.
- Spokojnie nie chciałem żebyś się tak
przestraszyła.
- To o co w końcu chodzi?
- Mam dla ciebie dobrą wiadomość. Dominika przyjeżdża.
Nie mogłam uwierzyć w te słowa. Moja
starsza siostra ma w końcu do nas przyjechać!
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
No to koniec z prologiem. Jak myślicie co będzie z nową Dominiką? Piszcie w komentarzach. Proszę :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz