Dominika
Jak weszliśmy do domu już w progu przytuliła mnie Olga i
krzyczała:
- Moja mała! Ale ty wyrosłaś! Zrobiłam wasze
ulubione ciasto czekoladowe! – i to nie był koniec przytulania. Nagle
przybiegła jakaś kobieta w krótkich czarnych włosach i zaczęła mnie dusić!
- Pomocy, tato! – starałam się wydusić jakieś
słowo.
- Jade, może już wystarczy.
- Oj, przepraszam. Jestem taka szczęśliwa –
chwyciła mnie za ręce – będziemy chodzić na zakupy, do Spa i… - ciągnęła dalej
tą swoją paplanine, a ja nadal nie wiedziała kto to jest.
- Przepraszam że przerwę – wtrąciłam – a ty
to kto?
- Jestem narzeczoną Germana, twojego taty.
- Aaaaa. Violetta opowiadała mi o tobie. Jade – natarczywa, wstrętna…
- Aaaaa. Violetta opowiadała mi o tobie. Jade – natarczywa, wstrętna…
- No dobrze – przerwała mi Viola - to może
choć do mnie mam ci tyle do opowiedzenia. – tata dziwnie popatrzył na Angi. Nie
wiem, czy ta cała Jade udaje że jest taka głupia? Chyba nie…
Violetta
Weszłyśmy do mojego pokoju i dosłownie rzuciłam na łóżko
Dominikę. Była troszkę przerażona. Chciałam jej zaśpiewać. Włączyłam radio i
zaczęłam śpiewać moją piosenkę. Siora wsłuchała się strasznie, śmiała się.
Dawno nie widziałam jej tak uśmiechniętej.
- Violetta! – krzyknęła – dlaczego dopiero
teraz zaczęłaś śpiewać?
- Nie wiem, to pewnie Angi. Ona namówiła mnie
żebym uczyła się w studio.
- Coś was łączy. Kim ona jest dla ciebie?
- Czasami mam wrażenie, że ona jest kimś
więcej niż tylko opiekunką.
- Może mi jeszcze powiesz, że ciebie też tak
przywitała jak przyjechałaś?
- Wiesz że tak?
- Dziwne… - dostałam sms –o no i masz okazje
poznać Tomasa.
- Na prawdę?
- Za chwile tu przyjedzie. Nie mogę się
doczekać.
- A propos. Są w tym studio jacyś
przystojniacy?
- Tylko o tym myślisz. A ja myślałam że to ty
będziesz mieć pierwsza chłopaka.
- No widzisz, no to jak?
- Dobra, jest… Broduey. Kiedyś mnie podrywał
ale ja się nie dałam. Andres… Nawet, ale strasznie głupi – zaśmiała się – Maxi,
ale na niego nie możesz liczyć, ma już kogoś – trochę trudno było mi to
powiedzieć – Jest jeszcze Le… - i właśnie ktoś zapukał do drzwi. Tomas. Wstałam
i otworzyłam drzwi. Przytulił jak nigdy. Nie wiem co go napadło. Spojrzałam na
Dominikę. Wyglądała na speszoną.
- Domi – Tomas, Tomas – Domi – przestawiłam ich
sobie.
- Violetta mi dużo o tobie opowiadała –
zaczął Tomas – bardzo dużo.
- Miło że ktoś o mnie słyszał…
- Ktoś? Całe studio wie o twoich problemach w
dzieciństwie…
- Co? Violetta!!!
- Wiesz że… - szybka zmiana tematu – Domi
będzie nas uczyła tańczyć – patrzyła na mnie ze złością.
- No tak, przecież ty tańczysz zawodowo, nie?
- Tak, ale chyba długo nie pociągnę…
- Dlaczego?
- Nie uczyłam jeszcze w takiej szkole. Takiej
szkole – szkole.
- Tak po prawdzie to nie jest prawdziwa
szkoła. Mogę ją na chwile porwać? – pokazał na mnie.
- Jeśli nie ma nic przeciwko. I tak chciałam
się w końcu rozpakować i ogarnąć pokój.
- Świetnie, od rana się nie widzieliśmy –
odezwałam się – może pójdziemy do Resto?
- Choć.
- Poradzisz sobie?
- Pewnie, chyba mój pokój się jeszcze nie
zmienił?
- Kocham cię – przytuliłam się do niej i
zeszłam z Tomasem na dół.
Dominika
Ale z nich ładna para! Poszłam do swojego pokoju. Od
kilku dobrych lat nie wchodziłam przez te drzwi. Niesamowite uczucie! Nic się
nie zmieniło, moje łóżko nadal było na podwyższeniu. Wszędzie było pełno moich
starych zdjęć, i z Violcią i z mamą… Strasznie mi jej brakuje, nie mam nikogo
prócz Violetty. Przypomniało mi się że jeszcze w NY kupiłam notatnik. Był cały
w kwiaty i miałam zamiar w nim rysować. Nawet ładnie mi to wychodzi. Według
Violetty jestem w tym najlepsza. Ale i tak nie dorównuje w niczym do tych
najbardziej znanych malarzy. Nie miałam za dużo bagaży, więc szybko ogarnęłam
wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i zeszłam na dół.
W kuchni czekała Olga i rozmawiała z tą całą Angi.
Rozmowa miała motyw Jade. Strasznie na nią naciskały.
- Hej dziewczyny – przywitałam się.
- O, Dominika rozpakowałaś się złotko? –
zapytała się moja kochana Olgita.
- Tak. Nie miałam za dużo bagaży.
- A Violetta? – widać było że Angi się o nią
martwi.
- Poszła z Tomasem, tym jej chłopakiem.
- Aha, a może jesteś głodna po tej całej
podróży?
- Nie, ale chętnie zjem kawałek tego tortu –
Ola podskoczyła i podśpiewując po nosem podeszła do lodówki i wyciągnęła
słodycz. Ukroiła kawałek i podała mi go. Wzięłam pierwszego gryza i jak zwykle
tort był niesamowity. W tej chwili do pomieszczenia wszedł ojciec. Widać było
że nie przejął się mną za bardzo. Znowu się zaczyna to co jest zwykle między
mną, a tatą.
Po śmierci mamy, tata załamał się. Zaczął
tylko zajmować się Violettą. Przez ten cały czas musiałam radzić sobie sama,
czasami pomagała mi Olga. Tylko Violi kupował wszystko co chciała: lalki,
sukienki itp. Mam wrażenie że kocha tylko ją, a ja dla niego się nie liczę.
Dlatego mam tylko Violettę. I chcę mieć jeszcze kogoś, kto da mi miłość, jakiej
nie dostałam od ojca.
Wzięłam talerz i wyszłam z kuchni. Angi poszła za mną i
usiadła ze mną na kanapie. Ja znowu wzięłam kęsa.
- Co się stało? – zapytała blond włosa kobieta.
- Co się stało? – zapytała blond włosa kobieta.
- Nie zrozumiesz tego. Chyba mogę mówić do
ciebie na ty?
- Tak oczywiście, w końcu jesteś moją…
- Czym jestem?
- Nie ważne.. Co? Olga mnie woła, muszę iść…
- ta blondyna coś kręci. No nic, dokończyłam tort i poszłam na górę. Gdy się kąpałam
słyszałam jak wróciła Violetta. Poszłam do swojego pokoju, siora już tam
czekała. Usiadłam na łóżko i rozmawiałyśmy chyba do północy. Potem razem
zasnęłyśmy, w końcu jurto miałam zacząć nową pracę…
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Błagam komentujcie jak przeczytacie. Dzięki :)