czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 2



                                                        Dominika

            Jak weszliśmy do domu już w progu przytuliła mnie Olga i krzyczała:
  - Moja mała! Ale ty wyrosłaś! Zrobiłam wasze ulubione ciasto czekoladowe! – i to nie był koniec przytulania. Nagle przybiegła jakaś kobieta w krótkich czarnych włosach i zaczęła mnie dusić!
  - Pomocy, tato! – starałam się wydusić jakieś słowo.
  - Jade, może już wystarczy.
  - Oj, przepraszam. Jestem taka szczęśliwa – chwyciła mnie za ręce – będziemy chodzić na zakupy, do Spa i… - ciągnęła dalej tą swoją paplanine, a ja nadal nie wiedziała kto to jest.
  - Przepraszam że przerwę – wtrąciłam – a ty to kto?
  - Jestem narzeczoną Germana, twojego taty.
  - Aaaaa. Violetta opowiadała mi o tobie. Jade – natarczywa, wstrętna…
  - No dobrze – przerwała mi Viola - to może choć do mnie mam ci tyle do opowiedzenia. – tata dziwnie popatrzył na Angi. Nie wiem, czy ta cała Jade udaje że jest taka głupia? Chyba nie…


                                                           Violetta
            Weszłyśmy do mojego pokoju i dosłownie rzuciłam na łóżko Dominikę. Była troszkę przerażona. Chciałam jej zaśpiewać. Włączyłam radio i zaczęłam śpiewać moją piosenkę. Siora wsłuchała się strasznie, śmiała się. Dawno nie widziałam jej tak uśmiechniętej.
  - Violetta! – krzyknęła – dlaczego dopiero teraz zaczęłaś śpiewać?
  - Nie wiem, to pewnie Angi. Ona namówiła mnie żebym uczyła się w studio.
  - Coś was łączy. Kim ona jest dla ciebie?
  - Czasami mam wrażenie, że ona jest kimś więcej niż tylko opiekunką.
  - Może mi jeszcze powiesz, że ciebie też tak przywitała jak przyjechałaś?
  - Wiesz że tak?
  - Dziwne… - dostałam sms –o no i masz okazje poznać Tomasa.
  - Na prawdę?
  - Za chwile tu przyjedzie. Nie mogę się doczekać.
  - A propos. Są w tym studio jacyś przystojniacy?
  - Tylko o tym myślisz. A ja myślałam że to ty będziesz mieć pierwsza chłopaka.
  - No widzisz, no to jak?
  - Dobra, jest… Broduey. Kiedyś mnie podrywał ale ja się nie dałam. Andres… Nawet, ale strasznie głupi – zaśmiała się – Maxi, ale na niego nie możesz liczyć, ma już kogoś – trochę trudno było mi to powiedzieć – Jest jeszcze Le… - i właśnie ktoś zapukał do drzwi. Tomas. Wstałam i otworzyłam drzwi. Przytulił jak nigdy. Nie wiem co go napadło. Spojrzałam na Dominikę. Wyglądała na speszoną.
  - Domi – Tomas, Tomas – Domi – przestawiłam ich sobie.
  - Violetta mi dużo o tobie opowiadała – zaczął Tomas – bardzo dużo.
  - Miło że ktoś o mnie słyszał…
  - Ktoś? Całe studio wie o twoich problemach w dzieciństwie…
  - Co? Violetta!!!
  - Wiesz że… - szybka zmiana tematu – Domi będzie nas uczyła tańczyć – patrzyła na mnie ze złością.
  - No tak, przecież ty tańczysz zawodowo, nie?
  - Tak, ale chyba długo nie pociągnę…
  - Dlaczego?
  - Nie uczyłam jeszcze w takiej szkole. Takiej szkole – szkole.
  - Tak po prawdzie to nie jest prawdziwa szkoła. Mogę ją na chwile porwać? – pokazał na mnie.
  - Jeśli nie ma nic przeciwko. I tak chciałam się w końcu rozpakować i ogarnąć pokój.
  - Świetnie, od rana się nie widzieliśmy – odezwałam się – może pójdziemy do Resto?
  - Choć.
  - Poradzisz sobie?
  - Pewnie, chyba mój pokój się jeszcze nie zmienił?
  - Kocham cię – przytuliłam się do niej i zeszłam z Tomasem na dół.


                                                           Dominika

            Ale z nich ładna para! Poszłam do swojego pokoju. Od kilku dobrych lat nie wchodziłam przez te drzwi. Niesamowite uczucie! Nic się nie zmieniło, moje łóżko nadal było na podwyższeniu. Wszędzie było pełno moich starych zdjęć, i z Violcią i z mamą… Strasznie mi jej brakuje, nie mam nikogo prócz Violetty. Przypomniało mi się że jeszcze w NY kupiłam notatnik. Był cały w kwiaty i miałam zamiar w nim rysować. Nawet ładnie mi to wychodzi. Według Violetty jestem w tym najlepsza. Ale i tak nie dorównuje w niczym do tych najbardziej znanych malarzy. Nie miałam za dużo bagaży, więc szybko ogarnęłam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i zeszłam na dół.
            W kuchni czekała Olga i rozmawiała z tą całą Angi. Rozmowa miała motyw Jade. Strasznie na nią naciskały.
  - Hej dziewczyny – przywitałam się.
  - O, Dominika rozpakowałaś się złotko? – zapytała się moja kochana Olgita.
  - Tak. Nie miałam za dużo bagaży.
  - A Violetta? – widać było że Angi się o nią martwi.
  - Poszła z Tomasem, tym jej chłopakiem.
  - Aha, a może jesteś głodna po tej całej podróży?
  - Nie, ale chętnie zjem kawałek tego tortu – Ola podskoczyła i podśpiewując po nosem podeszła do lodówki i wyciągnęła słodycz. Ukroiła kawałek i podała mi go. Wzięłam pierwszego gryza i jak zwykle tort był niesamowity. W tej chwili do pomieszczenia wszedł ojciec. Widać było że nie przejął się mną za bardzo. Znowu się zaczyna to co jest zwykle między mną, a tatą.
   Po śmierci mamy, tata załamał się. Zaczął tylko zajmować się Violettą. Przez ten cały czas musiałam radzić sobie sama, czasami pomagała mi Olga. Tylko Violi kupował wszystko co chciała: lalki, sukienki itp. Mam wrażenie że kocha tylko ją, a ja dla niego się nie liczę. Dlatego mam tylko Violettę. I chcę mieć jeszcze kogoś, kto da mi miłość, jakiej nie dostałam od ojca.
            Wzięłam talerz i wyszłam z kuchni. Angi poszła za mną i usiadła ze mną na kanapie. Ja znowu wzięłam kęsa.
  - Co się stało? – zapytała blond włosa kobieta.
  - Nie zrozumiesz tego. Chyba mogę mówić do ciebie na ty?
  - Tak oczywiście, w końcu jesteś moją…
  - Czym jestem?
  - Nie ważne.. Co? Olga mnie woła, muszę iść… - ta blondyna coś kręci. No nic, dokończyłam tort i poszłam na górę. Gdy się kąpałam słyszałam jak wróciła Violetta. Poszłam do swojego pokoju, siora już tam czekała. Usiadłam na łóżko i rozmawiałyśmy chyba do północy. Potem razem zasnęłyśmy, w końcu jurto miałam zacząć nową pracę…

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Błagam komentujcie jak przeczytacie. Dzięki :)

1 komentarz: